Miarę i rodzaj
Miarę i rodzaj pogardy. O, jakżem zazdrościł ubogiej strzesze [...] włościanina, który mimo ciężarów pod własnym dachem i na własnej ziemi był panem, a nie sługą w swej izbie\". Obrońca równości szlacheckiej nienawidził arystokratycznego wynoszenia się nad inne warstwy i dlatego ostro skarcił swych wysoko urodzonych kolegów z liceum, którzy próbowali przesądami rodowymi oddzielić się od swych współtowarzyszy pochodzących z drobnej szlachty. Zdany na własne siły, baczył pilnie, by w zetknięciu z możnymi tego świata godności swej na szwank nie wystawiać. Otwarty, prawdomówny, niełatwą miał drogę w życiu szkolnym; poryw-czy, narażał się niekiedy na przykre konsekwencje, zwłaszcza za prefektury Bokszczanina. Z cech swego charakteru, z narastania wad czy zalet zdawał sobie jednak sprawę, podobnie jak ze źródła wad, które widział w swej niedoli sierocej, w braku bezpośredniej opieki rodzicielskiej. Na sieroctwo i tułactwo swoje skarży się też niejednokrotnie głosem przejmującym: „Brakło mi [...] najsłodszej pociechy przytulenia się do łona rodzicielskiego i uściskania się z siostrami. Dopełniałem to marzeniami, do których zawsze tak skłonny byłem i którymi nieraz chociaż chwilowo smutną rzeczywistość wynadgradzałem, nie dbając o to, że przebudzenie się z tych marzeń przykrzejszym było od samej rzeczywistości\". W marzeniach przeżywał swe tryumfy, w marzeniach znajdował rekompensatę za osamotnienie i poniżenie, w marzeniach otaczał matkę dostatkiem, wynagradzał jej poniewierkę po obcych domach, w marzeniu iściło się najgorętsze pragnienie przebywania z matką i siostrami razem na zawsze. Na podłożu sierocej tęsknoty wyrosły kult matki i rodziny nie stanął jednak na przeszkodzie w chwili, gdy głos patriotyzmu wezwał Kozieradzkiego do walki o niepodległość. Matka zalecała synowi rozwagę i ostrożność, ale „w stanie ówczesnym młodzieży — zapisuje Kozieradzki w swych wspomnieniach — trudno było bardzo brać pod ścisłą rozwagę podobne rady; niczym niepohamowany popęd ciągnął gwałtem mocno bijące serce za jego natchnieniem\". W szeregu wykazał dużą odwagę: „Staliśmy — wspominał po latach — przez kilka godzin pod gradem kul rosyjskich [...]\"7 Wzięty do niewoli, odmówił podpisania deklaracji potępiającej czyn patriotyczny, dlatego też został skazany ciężej. W niewoli doświadczył nieraz współczucia ludzi prostych, choć obcych, ale też zaraz u jej wstępu zetknął się z kamienną obojęt- nością możnych rodaków. Przedstawił tę scenę we fragmentarycznym pamiętniku opisując, jak mizernym swym stanem wzbudził litość „kwartalnego\"8 Radziwiłłowa, Wonczysławskiego, który zorganizował nawet wśród mieszkańców miasteczka zbiórkę na opłacenie kosztów przewiezienia rannego powstańca do Żytomierza. „Wtem z zagranicy, z Brodów, przybył do Radziwiłłowa wracający do majątku swego Berdyczowa jakiś książę Aleksander Radziwiłł. Chwyta mię z sobą Wonczysławski — opowiada Kozieradzki — prowadzi do tego księcia, a żem nie chciał prosić, przeto sam, nawet wymownie, przedstawia me nieszczęście i o wsparcie prosi. Książątko to z żoną pogardliwie na nas patrząc, nie dając nawet żadnego znaku wzruszenia rozkazuje wydać kamerdynerowi dwa ruble i słowa nie wyrzekłszy odwraca się od nas. Ja byłem wówczas automatem, lecz Wonczysławski nie przeniósł tego i z pogardą oddał nazad te dwa ruble. Odeszliśmy\"9. „[...] W karty wielkie sumy przegrywają, ale na rzecz cierpiących w Syberii i grosza nie dadzą, żeby się nie skompromitować\" — takim spostrzeżeniem uzupełni Kozieradzki później charakterystykę arystokracji10. Zamiar pisania pamiętnika powstał u Kozieradzkiego z moralnej potrzeby zdania rachunku ze swego życia; uważał to za „obowiązek człowieka chcącego wiedzieć, o ile wypełnił dotąd obowiązki swe względem społeczeństwa\". Praca jego może przynieść pożytek i czytelnikom — a ma pamiętnikarz na myśli jedynie krąg swych najbliższych, dzieci w szczególności: „[...] Chciałbym, aby błędów, co się przyczyną nieszczęść moich stały, unikały, a ku dobrym postępkom, które jedynie chwile szczęścia w życiu mi przynosiły, ochoty i energii nabyły\". Nie pisze zatem dla osiągnięcia sławy czy zadowolenia próżności autorskiej; nie przypisuje sobie talentu literackiego, często skarży się na niedostatki swego pióra. Ale nie tylko względy moralne zadecydowały o przystąpieniu do pracy nad pamiętnikiem. W genezie jego tkwią żywe zainteresowania historyczne Kozieradzkiego, gorliwego ucznia Józefa Uldyńskiego, pilnego słuchacza Aleksandra Mickiewicza, profesorów z Krzemieńca, wytrwałego czytelnika najwybitniejszych dzieł historiografii polskiej. Kozieradzki-historyk widzi w tworzeniu pamiętnika inny
Poprzedni - Polki (z domuNastępny - Jeszcze cel, a